Na poczatek posluchajcie tej pieknej piosenki, ktora tylko pozornie nie ma zwiazku z tytulem postu.
Zawsze myslalam, ze jestem bardzo ambitna osoba, ze jak bede chciala, to osiagne wiele w zyciu. I moze gdybym chciala...ale odechcialo mi sie. Zawsze powtarzalam sobie, ze jak tylko bede miala wiecej pieniedzy, to porobie sobie jakies fakultety, moze o jakies stanowisko bede sie ubiegac. Jeszcze tak niedawno, po urodzeniu Urwisa mowilam, jak podrosnie, to wezme sie za nauke, myslalam o specjalizacji. I co? Pieniadze mam, dziecko troche podroslo i....a ja mam to wszystko w d..., a co mi zle? Pewnie byloby jeszcze lepiej, gdybym nie musiala pracowac, miala mnostwo pieniedzy i realizowac moje najwieksze marzenia czyli podroze. Mam skonczone czterdziesci lat. Stanowisko zadne mi sie nie marzy. Mam juz wystarczajaco stresujaca prace, po jaka cholere mi jeszcze jakas dodatkowa odpowiedzialnosc? Pieniedzy mi starcza, nie musze wiecej zarabiac, kosztem nerwow, zdrowia i braku czasu. Papier dodatkowy rowniez nie jest mi potrzebny, wiec dalam sobie z tym wszystkim spokoj! Ambicje... jakie ambicje??? Nic na sile. Calkiem dobrze mi sie zyje bez nich. Mozecie sobie mowic co chcecie, ale pomyslcie sami - czy my czasem sie nie poddajemy jakiejs presji? Bo inni tak robia, bo inni to maja, bo nie moge byc gorsza od moich kolezanek.
Jestem wolna od tego. I tak czasami sobie mysle... co ja bym chciala jeszcze zrobic w moim zyciu? I przychodza mi do glowy same przyjemne rzeczy :) I nawet uczyc chcialabym sie wylacznie tego, co sprawialoby mi przyjemnosc, tak dla samej siebie. Pamietam, jaka wielka frajde sprawialo mi uczenie sie wloskiego i uwierzcie mi, nauczylam sie go w blyskawicznym tepie. Oczywiscie nie poprzestaje na tym i staram sie dalej go udoskonalac. Pomyslalam sobie kiedys - skoro nauczylam sie wloskiego tak szybko, to najwyzszy czas wziac sie za angielski, bo to wstyd nie umiec sie dogadac tu i owdzie. Ale nic z tego nie wyszlo, po prostu nie chcialo mi sie , jakis psychiczny opor czulam i czuje. Moze dlatego, ze nauka nie sprawialaby mi takiej przyjemnosci?
Dlaczego na poczatku puscilam francuska piosenke? Poniewaz sluchajac tego jezyka rozklejam sie podobnie jak przy wloskim. Poza tym jestem zafascynowana Francja i wiem, ze jeszcze wiele razy tam pojade. Pewna czastke mego serca zostawilam w Paryzu i musimy koniecznie tam kiedys wrocic. Tyle jeszcze rzeczy do zwiedzenia nam pozostalo w tym miescie.
Moja corka boryka sie z nauka francuskiego, a ja jej zazdroszcze. Zdaje sobie sprawe, ze w przypadku mojej zmianowej pracy uczeszczanie na jakikolwiek kurs jest rzecza niewykonalna, ale...moze uda mi sie znalezc pewne rozwiazanie...moze warto sprobowac? Najwazniejsze to podjac szybka decyzje.
Zawsze myslalam, ze jestem bardzo ambitna osoba, ze jak bede chciala, to osiagne wiele w zyciu. I moze gdybym chciala...ale odechcialo mi sie. Zawsze powtarzalam sobie, ze jak tylko bede miala wiecej pieniedzy, to porobie sobie jakies fakultety, moze o jakies stanowisko bede sie ubiegac. Jeszcze tak niedawno, po urodzeniu Urwisa mowilam, jak podrosnie, to wezme sie za nauke, myslalam o specjalizacji. I co? Pieniadze mam, dziecko troche podroslo i....a ja mam to wszystko w d..., a co mi zle? Pewnie byloby jeszcze lepiej, gdybym nie musiala pracowac, miala mnostwo pieniedzy i realizowac moje najwieksze marzenia czyli podroze. Mam skonczone czterdziesci lat. Stanowisko zadne mi sie nie marzy. Mam juz wystarczajaco stresujaca prace, po jaka cholere mi jeszcze jakas dodatkowa odpowiedzialnosc? Pieniedzy mi starcza, nie musze wiecej zarabiac, kosztem nerwow, zdrowia i braku czasu. Papier dodatkowy rowniez nie jest mi potrzebny, wiec dalam sobie z tym wszystkim spokoj! Ambicje... jakie ambicje??? Nic na sile. Calkiem dobrze mi sie zyje bez nich. Mozecie sobie mowic co chcecie, ale pomyslcie sami - czy my czasem sie nie poddajemy jakiejs presji? Bo inni tak robia, bo inni to maja, bo nie moge byc gorsza od moich kolezanek.
Jestem wolna od tego. I tak czasami sobie mysle... co ja bym chciala jeszcze zrobic w moim zyciu? I przychodza mi do glowy same przyjemne rzeczy :) I nawet uczyc chcialabym sie wylacznie tego, co sprawialoby mi przyjemnosc, tak dla samej siebie. Pamietam, jaka wielka frajde sprawialo mi uczenie sie wloskiego i uwierzcie mi, nauczylam sie go w blyskawicznym tepie. Oczywiscie nie poprzestaje na tym i staram sie dalej go udoskonalac. Pomyslalam sobie kiedys - skoro nauczylam sie wloskiego tak szybko, to najwyzszy czas wziac sie za angielski, bo to wstyd nie umiec sie dogadac tu i owdzie. Ale nic z tego nie wyszlo, po prostu nie chcialo mi sie , jakis psychiczny opor czulam i czuje. Moze dlatego, ze nauka nie sprawialaby mi takiej przyjemnosci?
Dlaczego na poczatku puscilam francuska piosenke? Poniewaz sluchajac tego jezyka rozklejam sie podobnie jak przy wloskim. Poza tym jestem zafascynowana Francja i wiem, ze jeszcze wiele razy tam pojade. Pewna czastke mego serca zostawilam w Paryzu i musimy koniecznie tam kiedys wrocic. Tyle jeszcze rzeczy do zwiedzenia nam pozostalo w tym miescie.
Moja corka boryka sie z nauka francuskiego, a ja jej zazdroszcze. Zdaje sobie sprawe, ze w przypadku mojej zmianowej pracy uczeszczanie na jakikolwiek kurs jest rzecza niewykonalna, ale...moze uda mi sie znalezc pewne rozwiazanie...moze warto sprobowac? Najwazniejsze to podjac szybka decyzje.
Witaj Lauro,
OdpowiedzUsuńDziękuję za link do poprzedniego bloga.
I za podlinkowanie mojego, bo przez to trafiłam i tu:)
Mam nadzieję być u Ciebie częstym gościem:)
Jeśli chodzi o ambicje - także nie kręci mnie wyścig szczurów.
Chciałabym go zaoszczędzić również moim dzieciom, teraz mojej (urodzonej we Włoszech, kształcącej się w Polsce i w Niemczech)nastolatce, bo widzę, że stresująca, bezpardonowa gonitwa zaczyna się z każdym pokoleniem coraz prędzej.
Mi również włoski wszedł szybko do głowy :)
Chyba uczymy się go łatwiej.
Byłam w tej sytuacji, że znałam już angielski i niemiecki - ten ostatni biegle, więc włoski był czystą przyjemnością:)
Tak jak Ty, myślę o francuskim. Ty na pewno też rozumiesz go lepiej w słowie pisanym - bo wtedy bardziej przypomina włoski:)
Moim zdaniem jednak, nic tak nie kształci jak podróże, przebywanie wśród odmiennych nacji, poznawanie tradycji, kultury i zwyczajów innych ludzi.
Ja najwięcej w życiu nauczyłam się podróżując i moim marzeniem jest podróżować dalej.:)
Pozdrawiam Cię ślicznie:)
Witaj! To prawda nic tak nie ksztalci jak podroze, a nic gorszego nie ma jak uczenie sie suchej teorii. Gdybym nie musiala pracowac, to caly wolny czas spedzilabym na podrozowaniu, ale poki co nie wygralam w totka ani nie odziedziczylam po nikim fortuny ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i zapraszam :)
Ja francuski uwielbiam :) kiedyś mówiłam w tym języku, prawie, że biegle, ale tak się potoczyło życie, już nie wypowiem ani słowa... a po głowie chodzi mi włoski :)
OdpowiedzUsuńChyba w życiu polega wszystko na tym, żeby robić to co daje nam przyjemność, jak jest taka możliwość :)
Promyczku, Pozwolilas sobie zapomniec francuski?
OdpowiedzUsuńTak to, niestety, bywa jesli nie uzywa sie danego jezyka.
Pozdrawiam cieplutko
Czesc Laura! Chyba znalezlismy w koncu Twoj wlasciwy blog :) Kiedys znalezlismy jakies na Onecie, ale nie moglismy sie w nich za bardzo polapac :) Fajnie Cie zobaczyc :) Na francuski na pewno nie jest za pozno :) Chcociaz... wloskiego tez sie nauczylem sam i dosc szybko, a co do francuskiego, uwazam, ze bardzo ciezko jest sie go nauczyc samemu. Trzeb dobrego nauczyciela no i przyzwyczajenia sie na poczatlu, wecz pokochania slowa "exception", bo exeptions jest we francuskim... duzo :) I nie da sie ich obejsc :)) A Zaz.... je veux!
OdpowiedzUsuńTen blog mam dopiero od kilku dni, przez kilka lat pisalam na onecie, ale mam juz dosc tamtego miejsca.
OdpowiedzUsuńSama nawet nie mam zamiaru sie zabierac za ten jezyk, bo chyba szybciej bym sie znichecila niz nauczyla czegokolwiek.
Pozdrawiam
jestem, dotarłam:)
OdpowiedzUsuńja też miałam ambicje, ale trochę musiałam schować z powodu braku funduszy, jeszcze sobie powtarzam, że gdybym miała więcej pieniędzy... ale jakby się tak zastanowić, to mi się te cele zmieniły przez te lata.
ja myślę, że warto się rozwijać i próbować nowych rzeczy.
pozdrawiam serdecznie
to co piszesz to calkiem ok sprawa. mi sie tez kiedys chcialo wiecej , teraz juz niekoniecznie:))) Ale czy jestesmy nieambitne? E nie sadze:)))
OdpowiedzUsuńAniu- mowisz? Moze zle to ujelam, lepiej brzmi - ambitne inaczej, bardziej wybiorczo, nie za wszelka cene :) ja sobie cenie moj spokoj i mozliwosc odpoczynku, relaksu, milego spedzenia czasu. Jest mi dobrze tak, wiec po co mam gnac gdzies tam bez zadnego sensu ;)
OdpowiedzUsuńaeshna - ja tez zawsze odkladalam doksztalcanie z powodu braku funduszy, odkladalam tez inne rzeczy -przyjemnosci, na ktore teraz nie mam zamiaru zalowac ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Lauro, brzmi banalnie, ale dla chcącego nic trudnego. Wierz lub nie, ale mój facet nauczył się włoskiego z kursu korespondencyjnego ESKK. Biegle się nim posługuje, a jego znajomość ćwiczy każdego dnia.
OdpowiedzUsuńPrzy nauce języka niezwykle ważne jest nasze nastawienie. Mnie nauka włoskiego też przychodziła łatwo, bo po prostu chciałam znać ten język. Kiedy nauka jest przyjemnością, a nie obowiązkiem, można dokonać fantastycznych rzeczy!
Nie rezygnuj ze swoich marzeń. Ale też nie stawiaj sobie za wysoko poprzeczki. Doceń to, co masz.
Ja uwazam,ze wszystko ma swoj czas.Nic na sile.Najwazniejsze,ze nam odpowiada dana sytuacja.
OdpowiedzUsuńA francuski rzeczywiscie jest piekny.A najlepiej uczyc sie jezykow u zrodla;)
Udanej niedzieli.
Najlepszym przepisem jest chyba iść za ciosem i pokończyć wszystkie szkoły z możliwych ciurkiem, zanim się wyjdzie za mąż i dzieci porodzi i zrozumie, że tak naprawdę i inne rzeczy mogą być w życiu ważne ;-)) ja jestem zbyt leniwa żeby się dokształacać, raz na jakiś czas pojawia się ochota, jakiś głód wiedzy, ale lenistwo szybko sobie z nim radzi. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńLauro chyba nie wydobyłaś z czelości swojego bloga mojego komentarza :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
JA OSTRO UCZE MOJE DZIEWCZYNY POLSKIEGO BO OBIE URODZILY SIE WE WLOSZECH.CZYTAMY I PISZEMY CHOCIAZ OSTATNIO STARSZA(14 LAT) JEST CIAGLE ZAJETA I MOWI MI ,ZE ZACZYNAM NUDZIC.GIOVI(6 LAT)BARDZO CHETNIE,TO JEST TAKA PRZYLEPA BYLEBY COS Z NIA ROBIC,W TYM TYGODNIU WROCILYSMY DO HYMNU NO I POSZLO NAWET NIEZLE.MOSIMY POPRACOWAC NAD TYM WLOSKIM BO JAKOS W SZKOLE ICH NIE NAUCZYLI.OBIECUJE SOBIE ,ZE ZAJME SIE ANGIELSKIM ALE WKOLKO BRAK MI CZASU ...PRZYLEPA WKOLKO COS CHCE....A TAK NAPRAWDE TO JAK MAM CZAS TO CZYTAM,KONCZE ANNE KARENINE,UWIELBIAM TOLSTOJA.POZDRAWIAM I NIC NA SILE.
OdpowiedzUsuńChyba Cię rozumiem, bo mnie też już niewiele się chce, od jakiegoś czasu czuję się wypalony zawodowo i najchętniej robiłbym tylko to co lubię, niczego więcej ;)
OdpowiedzUsuńCóż, trzeba się z tym pogodzić, że nasze życie jednak jest takim swoistym "wyścigiem szczurów", w którym wzorujemy się jedni na drugich i wciąż rywalizujemy ze sobą, często wbrew temu, co naprawdę chcemy w życiu robić... to taki owczy pęd, któremu bezwolnie dajemy się unieść...
A potem jest ciągły stres, poddenerwowanie, agresja, nadciśnienie, no i zawały, bo trudno jest na dłuższą metę walczyć z samym sobą...
Myślę, że najpiękniejsze co może nas w życiu spotkać, to realizować swoje marzenia i tego Ci życzę Lauro :)
Miłego dnia :)
Taito: Brawa dla Twojego faceta-nie jest latwo samemu nauczyc sie jezyka i poslugiwac sie nim biegle :)
OdpowiedzUsuńZbyt duzych poprzeczek na pewno nie bede sobie stawiac ;)
Emilko:Masz racje, najlepiej u zrodla. Znalazlam pewna francuske, ktora uczy w liceum i w szkole jezykowej, moze uda mi sie zgrac jakos z nia na lekcjach indywidualnych :)
Zapalko: Dlatego tez mowie, ze skoro czegos nie pokonczylam czy nie zrobialam jak byl na to czas, to teraz jak mi to do niczego nie jest potrzebne, chyba nie ma sensu.
Lui: nie widzialam zadnego twojego komentarza :(
Roso: Ja nie wiem czy uda mi sie nauczyc pisac i innych rzeczy po polsku mojego synka, poki co rozmawiam z nim po polsku, majac nadzieje, ze bedzie chcial ze mna rozmawiac w tym jezyku.
Fajnie, ze twoja corcia tak chetnie sie uczy polskiego, bo nie wszystkie dzieci maja na to ochote.
Smurffie: Masz racje, w pewnym momencie juz sie nie chce i czlowiek zastanawia sie po co to wszystko. Ja mam wrazenie, ze Wlosi wczesniej dochodza do takich wnioskow i potrafia korzystac z zycia :)
Zaz piękne odkrycie a Francja na wyciągnięcie ręki.
OdpowiedzUsuńCieszę się, ze znowu jesteś.
Izabelo: Alez ja zawsze jestem ;)
OdpowiedzUsuń