Daleko nam do karnawalu w Rio czy w Wenecji, ale i my w naszym miescie wczoraj mielismy kolorowe parady przebierancow w kazdym wieku.
Wczoraj po moim powrocie z pracy wsiedlismy wszyscy w samochod i ruszylismy do centrum zupelnie nieswiadomi tego, ze to karnawal. Zastalismy tlumy ludzi, rozbiegane dzieci...Pogoda byla iscie wiosenna, na termometrze prawie 19 stopni (dzisiaj 10 stopni mniej, brrr), slonecznie, gdzieniegdzie zieleniejace sie drzewka i krzewy, swieze bratki na klombach, kwitnace magnolie. Do Intry (sasiednia dzielnica, w ktorej odbywala sie karnawalowa parada) prowadzil sznur samochodow, chyba wszyscy opuscili swoje domowe pielesza. Ponad pol godziny szukalismy parkingu. We Wloszech parkingi, mimo ze jest ich duzo, to najwieksza zmora kierowcow. Ale co tu sie dziwic, przecietna rodzina ma przynajmniej dwa samochody plus przynajmniej jeden motor czy skuter. Zaparkowalismy dosc daleko i kawalek drogi pokonalismy piesza, po to zeby zobaczyc zaledwie ogon parady ;( W calym pospiechu zapomnielismy aparatu fotograficznego, wiec nie podziele sie z Wami zdjeciami z tegorocznej parady karnawalowej, nawet jesli mialabym sfotografowac zaledwie jej koncowke ;)
Dzieci i mldziez mieli niesamowita frajde, poprzebierane za rozne dziwadla, biegali rozrzycajac kolorowe wszedzie kolorowe coriandoli (confetti), ktore potem przyczepialy sie do obcasow, pozostawaly wplecione we wlosy przechodniow. Urwis nie mial ochoty sie przebrac w swoj stroj wiewiora, poniewaz od samego rana byl w zlym humorze. Wstal zbyt wczesnie i potem nie dal sie namowic na popoludniowy odpoczynek, wiec byl kaprysny i zly na caly swiat. Udalo nam sie poprawic na chwile humor zamawiajac w lodziarni wielkiego loda, my sie skusilismy na jeszcze wieksze. Lody we Wloszech sa bezkonkurencyjne, a wraz z nadejsciem marca pootwierano znowu wszystkie lodziarnie, czyli znowu zacznie sie rozpusta kazdego dnia i lody o polnocy w cieple letnie wieczory :)
I tym slodkim akcentem koncze dzisiejszy pokarnawalowy post :)
Wczoraj po moim powrocie z pracy wsiedlismy wszyscy w samochod i ruszylismy do centrum zupelnie nieswiadomi tego, ze to karnawal. Zastalismy tlumy ludzi, rozbiegane dzieci...Pogoda byla iscie wiosenna, na termometrze prawie 19 stopni (dzisiaj 10 stopni mniej, brrr), slonecznie, gdzieniegdzie zieleniejace sie drzewka i krzewy, swieze bratki na klombach, kwitnace magnolie. Do Intry (sasiednia dzielnica, w ktorej odbywala sie karnawalowa parada) prowadzil sznur samochodow, chyba wszyscy opuscili swoje domowe pielesza. Ponad pol godziny szukalismy parkingu. We Wloszech parkingi, mimo ze jest ich duzo, to najwieksza zmora kierowcow. Ale co tu sie dziwic, przecietna rodzina ma przynajmniej dwa samochody plus przynajmniej jeden motor czy skuter. Zaparkowalismy dosc daleko i kawalek drogi pokonalismy piesza, po to zeby zobaczyc zaledwie ogon parady ;( W calym pospiechu zapomnielismy aparatu fotograficznego, wiec nie podziele sie z Wami zdjeciami z tegorocznej parady karnawalowej, nawet jesli mialabym sfotografowac zaledwie jej koncowke ;)
Dzieci i mldziez mieli niesamowita frajde, poprzebierane za rozne dziwadla, biegali rozrzycajac kolorowe wszedzie kolorowe coriandoli (confetti), ktore potem przyczepialy sie do obcasow, pozostawaly wplecione we wlosy przechodniow. Urwis nie mial ochoty sie przebrac w swoj stroj wiewiora, poniewaz od samego rana byl w zlym humorze. Wstal zbyt wczesnie i potem nie dal sie namowic na popoludniowy odpoczynek, wiec byl kaprysny i zly na caly swiat. Udalo nam sie poprawic na chwile humor zamawiajac w lodziarni wielkiego loda, my sie skusilismy na jeszcze wieksze. Lody we Wloszech sa bezkonkurencyjne, a wraz z nadejsciem marca pootwierano znowu wszystkie lodziarnie, czyli znowu zacznie sie rozpusta kazdego dnia i lody o polnocy w cieple letnie wieczory :)
I tym slodkim akcentem koncze dzisiejszy pokarnawalowy post :)
A my dzisiaj wlasnie koniec karnawalu swietowalismy. Marie czekala z niecierpliwoscia na ponowna "parade" w stroju krokodyla. Ulice prawie podobnie jak i u Was. A ze lody we Wloszech bajera to nawet nie smiem watpic, bo w Niemczech najlepsze lodziarnie to te prowadzone przez Wlochow, i w sumie to tylko Wlosi je prowadza:)))
OdpowiedzUsuńAniu: jak widze Marie spodobal sie stroj krokodyla ;) Ciekawe czy teraz bedzie chciala ubierac sie normwlanie :)) Ja mojemu nastepnym razem musze kupic stroj troche wygodniejszy, bo on nie lubi niczego ciezkiego, w futerku wiewiora bylo my chyba niewygodnie, dlatego nie chcial tej besti nosic :)
OdpowiedzUsuńPewien Wloch stad wyjechal do Anglii i otworzyl tam wloska lodziarnie - dorobil sie fortuny, bo lody wszyscy jedza u niego. Moja corka jak jezdzi do polski, to mowi, ze najbardziej brakuje jej lodow i dobrej kawy - cappuccino
pozdrawiam
Haha, 9 stopni, a Ty "brrr" ;)
OdpowiedzUsuńA ja dziś pierwszy ranek, kiedy nie musiałem wreszcie szyb skrobać, bo wczorajszej nocy było jeszcze minus osiem st. C i na szybach była jeszcze gruba warstwa szronu, dopiero dziś rano obyło się bez skrobania ;)
Lody o północy to byłby mój raj i jednocześnie upadek ... wolę norweskie zaspy o północy ;-))))
OdpowiedzUsuńNo kto by sie oparl lodom;) Rozumiem Maluszka:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy ze slonecznej choc wietrznej Toskanii
ROSA 40 Dzisiaj u nas wieje lodowaty wiatr wiec moja Przylepa przebrala sie za Sniezke w domu i zajelysmy sie obiadkiem bo dla Wlochow obiadek to rzecz swieta.Byla lasagna,kielbaska pieczona z fryteczkami.byly pieczone karczochy i mus czekoladowy.Przyozdobilysmy kuchnie balonikami i innymi bajerami karnawalowymi i teraz czuje jak trzeszcze w szwach ale Przylepa byla szczesliwa.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że karnawał się już kończy. Lauro czy Włosi tak jak Polacy obchodzili Tłusty Czwartek?
OdpowiedzUsuńSandra
Zapomniałam się jeszcze spytać. Czy w Italii obchodzony jest Dzień Kobiet.
OdpowiedzUsuńSmurffie: 9 stopni w marcu, to naprawde zimno tutaj, pamietam trzy lata temu temperatury dochodzily do 25 stopni :) ja mieszkam w Alpach, ale moje miasteczko lezy w dolinie nad jeziorem, wiec nawet zima temperatury w nocy rzadko schodza ponizej zera. Ta zima byla wyjatkowo zimna, aczkolwiek bezsniezna nawet w gorach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Zapalko: Oj, wloskie lody nie tucza, sa na bazie prawddziwych owocow, a nie tam jakis proszkow i kolorantow ;)
OdpowiedzUsuńEmilko: ja rowniez nie potrafie sie nim oprzec
Roso: Te anomalnie pogodowe...chyba u nas na polnocy cieplej ostatnio niz u was. Chociaz raz ;)) A na takie zimno, to najlepsze cos cieplego w siebie rzucic ;)
Sandro: Tak, we Wloszech rowniez obchodzony jest tlusty czwartek, z tym, ze nie jada sie tutaj paczkow, ale "bugie" , a sa to po prostu nasze faforki, ktore w zasadzie sie jada podczas calego okresu karnawalu.
Rowniez Dzien Kobiet jest obchodzony, chociaz niektorzy, podobnie jak w Polsce uwazaja to swieto za komunistyczne. Kobiety obdarowuje sie kwiatem mimozy, ktory w tym okresie wszedzie kwitnie.
Pozdrawiam i dziekuje za wizyte i komentarz :)
ROSA 40 Ostatimi czasy tak jakos bywa.Udal nam sie karnawal w niedziele bo coprawda bylo pochmurnie ale bez wiatru i dosc cieplutko.Dzieci tak jak i u was wyszalaly sie po ulicach.Moja przylepa i jej cztery kolezanki z przedszkola istne pszczoly.Moj Wicek wrocil zasapany i w mig wsuneli talerz faworkow.Poniedzialek i dzisiejszy dzien byl naprawde wietrzny i dlatego siedzielismy w domu.Bardzo podoba mi sie twoje okno na twoj maly swiat.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWitaj Lauro, dziękuję za nowy adres:) Bardzo lubię u Ciebie bywać:) Mnie karnawał , mimo , że wyjątkowo długi , minął " jak z bicza" , nie wiem , może pzez maturę Młodego wszystko u mnie tak pędzi , że z niczym się nie wyrabiam...Ale zostało jeszcze 54 dni- też miną jak szalone...Buziaki
OdpowiedzUsuńMisia z Juniorkowice.blog.onet.pl
Roso: Dla dzieci to nie lada atrakcja ten karnawal :)
OdpowiedzUsuńU nas ostatnio znowu ladnie i slonecznie i nawet dosc cieplo, tylko rano i wieczorem jeszcze zimno.
pozdrawiam
Misiu: Witam w moich nowych progach. Mnie tez czas ciagle ucieka
Pozdrawiam
Też te parady i stroje karnawałowe wszędzie bardzo mi się podobają:)
OdpowiedzUsuńa u nas lodziarnie są otwarte przez całą zimę też, wcale nie zamykają.
No wiesz u Was to i cieplej, u mnie to daleka polnoc ;))) U nas tez w barze mozessz jakas cope zamowic, ale to nie to samo, te najlepsze lodziarnie, gdzie jada sie przede wszystkim na zewnatrz sa pozamykane zima.
OdpowiedzUsuń