Wybor padl na Salento w Apulli, ale to chyba nie mialo wiekszego wplywu na nasze nastroje, najwazniejsze, ze czulismy sie swietnie we wlasnym towarzystwie. Przepiekne plaze i klimat Salento oczywiscie nam umilily dwutygodniowy pobyt. Morze jest jedno z piekniejszych we Wloszech, nie bez przyczyny niektore plaze sa porownywane do Malediwy- Maldive del Salento w Pescoluse (na ponizszym zdjeciu) po stronie Morza Jonskiego
Wynajelismy domek w osrodku agroturystycznym i okazal sie strzalem w dziesiatke. Spokoj, natura, pomidory,cukinie prosto z pola, cytryny zrywane z drzewa rosnacego w ogrodzie, sniadania na tarasie z swiezutka babka upieczona przez wlascicielke, codzienne odwiedzanie, w drodze na plaze, wielkiego mrowiska i obserwowanie pracy gigantycznych czarnych mrowek, okazaly sie wielka frajda dla pieciolatka, ktory do tej pory owoce i warzywa widzial wylacznie w supermerkatach, a mrowki przydeptywal...wspolne grilowanie glownie ryb..
Poza codziennym szalenstwem w morskich falach, a musicie wiedziec, ze Salento to raj dla wielbicieli surfingu, budowa zamkow i przedziwnych budowli ze srebrzystego piasku po stronie Adriatyku, w okolicy Otranto, i zlocistego na plazach Morza Jonskiego, znalezlismy czas na zwiedzanie okolicy.
Z powodu naszego totalnego roztargnienia nie udalo nam sie uchwycic wszystkiego w obiektywie, poniewaz czesto zostawialismy gdzies aparat i zdarzalo nam sie wyruszac w droge nie zabierajac telefonow.
Ponizej miasto portowe Galipoli, wazny osrodek turystyczny w Apulii. Centrum tego miasta to urocze miejsce na spacery, zarowno w swietle dnia jak i nocna pora.
Do Galipoli dotarlismy w porze kiedy to wiekszosc korzystala z popoludniowej sjesty lub wylegiwala sie na plazy, w zwiazku z czym udalo nam sie uchwycic w obiektywie "blogi spokoj" tego miejsca.
Cudownie a jednoczesnie dosc zabawnie bylo spacerowac po pustych uliczkach. Dlaczego zabawnie? Poniewaz podczas naszego spaceru wsrod waskich zaulkow bylismy bacznie obserwowani przez mieszkancow, przesiadujacych przed swoimi domami, my natomiast obserwowalismy zycie codzienne tubulcow toczace sie przed ich wlasnymi domostwami.
Moje mlodsze dziecie przymierzylo kilka kapeluszy, jednak nie zdecydowalo sie na kupno zadnego z nich, a szkoda, bo to twarzy mu bylo.
Dzien w Galipoli zakonczylismy wysmienita kolacja na bazie swiezo zlowionych ryb. Nigdy i nigdzie nie jadlam tak smacznych i swiezych ryb jak w Apulii.
Cdn
Cdn
ta cisza i ten spokój mi się marzy, a tutaj wszędzie gdzie nie pojedziesz dzikie tłumy....
OdpowiedzUsuńTutaj rowniez nielatwo znalezc spokojne miejsce, nam jednak sie udalo
Usuńi wreszcie coś wesołego! Miło tak pamiętać lato i czerpać z niego siłę. Podziwiam twoją determinację do szczęscia. Myslę podobnie, dlatego się znalazlysmy w tym wirtualnym swiecie.
OdpowiedzUsuńJa sie wreszcie aktualizuje, bo przez pare miesiecy posty jakby sie zatrzymały, chociaz regularnie pisalam Pomogl koolega blogowy i problem rozwiazał. Baci.
Nie myslalam ze wczesniej bylo smutno u mnie ;) a o wlasne szczescie nalezy walczyc .
OdpowiedzUsuń