czwartek, 24 listopada 2011

Miramare


Tak jak juz wczesniej pisalam, podczas naszego pobytu nad morzem wiekszosc czasu spedzilismy na plazy, poniewaz podrozowanie samochodem z Myszonakiem nie nalezy do najwiekszych przyjemnosci. Jednak ostatniego dnia, znudzeni juz bezczynnym plazowaniem i spacerami wzdluz plazy postanowilismy sie gdzies wybrac, aby cokolwiek zobaczyc, pozwiedzac. Chcialam zobaczyc Trieste, ale po pierwsze troche daleko, a poza tym w upal trzydziestopieciostopniowy zwiedzanie miasta mogloby byc zbyt meczace dla nas, nie wspominajac juz o Myszonaku. Padlo wiec na uroczy zameczek o wdziecznej nazwie Miramare, zbudowany nad samym morzem polozony blisko Trieste. Pomyslelismy sobie, ze godzinka drogi ,to nie tak strasznie daleko i ze brzdac jakos zniesie te podroz. Oj, jak bardzo sie mylilismy. Myszonak byl spokojny jakies 20 minut, po czym zaczal marudzic, az wreszcie sie rozwrzeszczal, lzy lecialy jak grochy, a my nie moglismy sie zatrzymac, gdyz do najbizszego zjazdu z autostrady brakowalo jeszcze troche. Niczym nie moglam go uspokoic, chcial po prostu na rece. Wydaje mi sie, ze Myszonak nie lubi byc do niczego przywiazywany. Foteliki z pasami bezpieczenstwa, a takze spacerowka odbieraja mu poczucie wolnosci, ktora sobie bardzo ceni :) Dojechalismy wreszcie do jakiegos parkingu i udalo mi sie uspokoic malucha. Zostalo nam zaledwie kilka kilometrow do wyznaczonego miejsca.
Ufff, wreszcie na miejscu!
  
A oto i zamek Mramare - widok z parkingu
 Miejsce oczarowalo mnie. Okolica spokojna z z zapierajacymi wdech w piersiach widokami. Zameczek malutki z niesamowicie cieplym klimatem, co na pewno jest wielka zasluga jego pierwszej wlascicielki - Carlotty del Belgio (Charlotta Koburg - ksiezniczka belgijska).
  
Widok z tarasu na morze i na Trieste
Zamek zostal wybudowany na zyczenie arcyksiecia austriackiego Maksymiliana I w latach 1856-1860.
W 1857 ksiaze poslubil ksiezniczke belgijska Charlotte i po zakonczeniu budowy palacu, zamieszkali w Miramare. 
Zwiedzajac zamek nie da sie zauwazyc wielkiego zamilowanie ksiezniczki do sztuki i muzyki oraz pasji Maksymiliana I, jaka byla flota marynarki wojennej.
  
widok od strony frontowej
Maksymilian i Charlotta opuscili Miramare  i udali sie w podroz do Meksyku zaraz po tym jak Maksymilian przyjal korone cesarza Meksyku w 1863 roku. Ksiaze nie wrocil juz do Europy, zostal postawiony przed sad wojnny za swoje poglady i polityke zbyt liberalna i rozstrzelany. Chorlotta wrocila do Europy chcac uzyskac poparcie i pomoc dla meza, jednak bezskutecznie. Popadla w chorobe psychiczna i reszte zycia spedzila w przytulku dla oblakanych.

Po zakonczeniu zwiedzania zamku udalismy sie na spacer po przepieknych ogrodach. Niestety robilo sie juz pozno i zblizala sie godzina zamkniecia oraz pora karmienia Myszonaka (a caly sprzet pogrzewajacy mleko w samochodzie) ,tak wiec nie udalo na sie zobaczyc calego ogrodu, ani muzeum motyli.
  
Na ponizszym zdjeciu jeszcze raz widok na morze, tym razem z ogrodu. Slonce, jak widac, powolutku chylilo sie juz ku zachodowi, a temperatura mimo to nie spadala, ciagle okolo 30-stu stopni.
  
Na koniec jeszcze raz rzut okiem na zamek z zakamarkow ogrodu (troche krzywo wyszlo mi to zdjecie, prosze nie mylic z Krzywa Wieza w Pizie ;))
  
Musze przyznac, ze okrutnie spodobalo mi sie to miejsce, chociaz moje zdjecia zapewne nie oddaja calego uroku. Nie moglam porobic zdjec wnetrz tego uroczego zamku, poniewaz zakazano fotografowania. Jezeli ktos ma ochote poczytac troche wiecej o Miramare, zostawiam ponizej link.Znajduja sie tam tez zdjecia niektorych komnat. Nie udalo mi sie, jednak, znlezc  informacji w jezyku polskim
Udalismy sie wreszcie na parking, maluch zjadl, no i w droge! Przed nami godzina meczarni w samochodzie :( Wsiedlismy do samochodu, wlaczylismy muzyczke, Myszonak po pewnym czasie zaczal sie niecierpliwic, bo zmeczony i spiacy, az do momentu...uwaga!...kiedy to zaczela leciec spokojna muzyka klasyczna. Zauwazylam, ze Myszonak sluchajac tej muzyki, sie relaksuje, uspokaja i zasypia jak aniolek. I tak oto, zupelnie przypadkiem, odkrylismy nastepna pasje Myszonaka :)
Nastepnego dnia, podczas podrozy powrotnej, przez cale siedem godzin ( byly straszne korki, wszyscy wracali z wakacji) sluchalismy ciagle tej samej muzyki i dzieki temu dotarlismy do domu bez stresu, Myszonak spokojny i zrelaksowany :)

A oto muzyka, przy ktorej sie uspakaja Myszonak i ktorej sluchalismy przez 7 godzin :)


P.s post pochodzi z archiwum poprzedniego bloga, a moj synek mial zaledwie 5 miesiecy

4 komentarze:

  1. Ja też dotarłam do Triestu w upał. Po zaparkowaniu przy porcie, pogoniło nas na sam szczyt. Pod górę, upał i mnóstwo kotów. Widok ze szczytu piękny..był. Ciekaw dlaczego słuchając w podróży tego samego przez dłuższy czas, jesteś my spokojniejsi, niż przelatując po stacjach, czy płytach?

    OdpowiedzUsuń
  2. Lauretko, piękne zdjęcia.

    Pamiętam Ciebie i Twoje wpisy z tamtego blogowego czasu, gdy byłaś w ciąży i jak się Mały urodził :)) Ale to już czasu minęło :)

    Buziaki

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  3. jak pięknie, jak w bajce:)
    a wiesz, tak sobie czytam i moja też nie znosi pasów ani spacerówki. teraz jak jest osłona na nogi to jej nie zapinam, to przynajmniej nie krzyczy. a autem na szczęście jeździmy bardzo rzadko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prześliczne miejsce. Bardzo tam malowniczo. Szkoda, że nie zdążyliście tych ogrodów i muzeum motyli, bo pewnie było warto, ale rozumiem jak to jest z małym dzieckiem. Ja nie wiem co to jest taka męka w podroży, bo moje dziecko nie miało nigdy nic przeciwko jeździe w foteliku. zasypiała zaraz po tym jak tylko samochód ruszał. Oczywiście czasem się budziła robiliśmy jakiś postój,a le pierwsze 2-3 godziny był spokój. Dokładnie tak samo to działo w wózku. Wózek ruszał - dziecko spało. A najlepiej się jej spało przy It's my life Bon Jovi na cały regulator :D

    OdpowiedzUsuń